Nie jesteśmy oddzieleni od gleby, wody i powietrza – cokolwiek jest w nich, jest również w nas

15 czerwca 2022

Z dr Jenny Goodman, brytyjską lekarką, autorką książkiSezon na zdrowie. Jak nie chorować w toksycznym świecie”, rozmawia Beata Woźniak.

W książce przekazuje pani zdobytą w praktyce wiedzę, jak odzyskać i zachować zdrowie.  Który czynnik jest dla nas szczególnie szkodliwy?

To trudne pytanie, ponieważ mamy obecnie tak wiele czynników oddziałujących na nasze organizmy. Nieprawidłowe żywienie jako rezultat złej diety i zubożenia składu żywności w wyniku intensywnego rolnictwa. Zanieczyszczenie wody i powietrza. Toksyczne chemikalia w kosmetykach, perfumach i środkach czystości, które stosujemy, pielęgnując skórę i sprzątając dom. Ale gdybym miała wskazać jeden najważniejszy czynnik, to byłby to brak światła słonecznego i ruchu.  OK. To właściwie dwa czynniki! Jeszcze 100 lat temu ludzie mniej pracowali w pomieszczeniach, częściej na zewnątrz, mieli dużo więcej ruchu, przebywali na świeżym powietrzu, korzystali z ekspozycji na światło słoneczne. Bez tego nie możemy dobrze żyć. W każdym razie nie możemy żyć długo.

Na niedobory jakich składników jesteśmy dziś najbardziej narażeni? Czy suplementacja to konieczność?

Stres, alkohol, papierosy, przyjmowanie leków i narażenie na różne toksyczne czynniki – wszystko to w szybkim tempie doprowadza do zużycia witamin z grupy B i witaminy C w naszych organizmach. Większość z nas ma więc niedobory tych witamin, a także witaminy D, którą wytwarza nasza skóra w pełnym słońcu, a którą w przeciwnym razie możemy uzyskać tylko z suplementów lub (w pewnym stopniu) z tłustych ryb. Większości z nas brakuje również minerałów, szczególnie cynku i magnezu. Uzupełnienie tych wszystkich cennych składników, zwłaszcza zimą, może być naprawdę pomocne.

Wiele miejsca poświęca pani sezonowości i jej znaczeniu dla zdrowia. Dlaczego powinniśmy zmieniać nie tylko sposób żywienia, lecz także tryb życia w poszczególnych porach roku?

Organizm ludzki został przygotowany do tego, aby funkcjonować inaczej w różnych porach roku. Kiedy latem jest ciepło, a dni są długie, nasze ciała budzą się i potrzebujemy więcej czasu spędzać na świeżym powietrzu, stajemy się bardziej aktywni i towarzyscy. Z kolei podczas zimy musimy trochę zwolnić rytm życia  i oszczędzać energię, co przypomina nieco stan hibernacji u zwierząt. Aktywność poza domem, kiedy jest ciemno, nie jest naturalna, a sztuczne światło przekazuje szyszynce w mózgu błędne sygnały – budzi nas, więc nasze ciała myślą, że jest dzień, a potem nie możemy spać! A nasi przodkowie do niedawna jedli przede wszystkim to, co było dostępne w danym sezonie i co rosło lokalnie. Jesienią w Polsce przygotowywano dużo owoców oraz warzyw kiszonych i marynowanych, żeby przechowywać je w szklanych naczyniach w tradycyjny sposób, który nie niszczy witaminy C (jak to się dzieje w przypadku konserwowania). Ten proces utrwalania żywności umożliwił również rozwój pożytecznych bakterii poprzez proces fermentacji, dostarczając jelitom potrzebnej flory i odżywiając mikrobiom (nazywam go w mojej książce „miliardami malutkich towarzyszy”). To jeden z naturalnych sposobów na przetrwanie trudnych pór roku.

Czym jest medycyna ekologiczna, którą pani stosuje?

Medycyna ta jest ekologiczna w dwóch znaczeniach. W tym pierwszym postrzega całe ciało jako jeden połączony ekosystem, a nie tylko zbiór poszczególnych części.  Na przykład jeśli pacjent pójdzie do konwencjonalnego lekarza z wysypką skórną, bolesnymi stawami i problemami z oddychaniem, skierują go odpowiednio do dermatologa, reumatologa i pulmonologa. Trzech różnych specjalistów, którzy nigdy nawet nie spotkają się, żeby omówić ten konkretny przypadek! Jeśli jednak pacjent ten uda się do lekarza praktykującego medycynę ekologiczną, ten zwróci uwagę, że wszystkie zgłaszane problemy występują w ciele jednej osoby i poszuka wspólnych czynników wywołujących chorobę w różnych układach ciała.

W znaczeniu drugim medycyna ekologiczna traktuje ludzkie ciało jako nieodłączną część większego ekosystemu, jakim jest planeta Ziemia. Nie jesteśmy oddzieleni od gleby, wody i powietrza – cokolwiek jest w nich, jest również w nas.

Jak postrzega pani rolę fitoterapii w profilaktyce i leczeniu chorób. Czy współczesna medycyna dostatecznie z niej korzysta?

Rośliny są naszym lekarstwem od tysięcy lat. Pierwszymi „lekarzami” i jednocześnie pielęgniarkami i położnymi były uzdrowicielki, a w istocie zielarki. Właściwie aż do XX wieku większość produktów farmaceutycznych nadal pochodziła z roślin, chociaż traciły one wiele ze swojej wartości i powodowały skutki uboczne poprzez ekstrakcję „substancji czynnej”, zamiast używania całej rośliny.

Nowoczesne leki mogą mieć natomiast całe spektrum negatywnych skutków – choćby w postaci  „choroby jatrogennej”. Z drugiej strony współcześni zielarze-fitoterapeuci mimo że kontynuują długą tradycję medycyny opartej na roślinach, dysponują dziś wiedzą z biochemii. Dzięki temu potrafią dobrać odpowiednie zioła do zastosowania w konkretnych chorobach, opierając się na znajomości mechanizmu ich działania.

Wspomina pani, że „detoks” jest dziś słowem nadużywanym.  Jakie metody detoksykacji uznaje pani za skuteczne?

Zdecydowanie zbyt często używa się tego terminu. Ja odnoszę się do detoksykacji dość konkretnie  – jako do usuwania z organizmu trucizn przemysłowych. W rozdziale 7 mojej książki opisuję siedem metod, a moją ulubioną jest wyciskanie soków warzywnych. Najlepiej korzystać z warzyw z uprawy ekologicznej, wówczas unikamy pestycydów. Sok warzywny (nie owocowy!) dostarcza fitoskładników i przeciwutleniaczy, które oczyszczają wątrobę i pomagają w detoksykacji wszelkich substancji chemicznych, z którymi organ ten ma do czynienia.

Kolejną z preferowanych przeze mnie metod detoksykacji jest sauna. Gorące, suche powietrze pozwala wypocić rozpuszczalne w tłuszczach toksyny, nagromadzone tuż pod skórą. Co ważne, trzeba wycierać pot czystym, suchym ręcznikiem, w przeciwnym razie skóra po prostu ponownie wchłonie pot, toksyny i wszystko inne.

Inna metoda, hydroterapia okrężnicy (irygacja) może być przydatna dla niektórych osób w pewnym okresie. Z kolei niemal wszystkim posłużą kąpiele w soli Epsom, szczególnie wieczorem, przed snem. Sól Epsom to siarczan magnezu, który pomaga w rozluźnieniu mięśni i w relaksacji, a także sprzyja detoksykacji. W książce wspominam ponadto o trzech innych metodach na detoks i podaję szczegóły dotyczące ich wykorzystania!

Dodaj komentarz