Nowoczesna fitoterapia to pełnoprawna dziedzina lecznictwa!

14 grudnia 2019

Z dr. n. farm. Jerzym Jamborem, specjalistą zielarstwa, prezesem Polskiego Komitetu Zielarskiego, współtwórcą sekcji fitoterapii PTL, autorem i współautorem wielu popularnych leków roślinnych, członkiem stowarzyszeń krajowych i zagranicznych  związanych z farmacją,  rozmawia Danuta Pawlicka.

Co to jest „produkt leczniczy roślinny” według prawa farmaceutycznego?

Według prawa farmaceutycznego produktem leczniczym roślinnym jest „produkt leczniczy zawierający jako składniki czynne jedną lub więcej substancji roślinnych, albo jeden lub więcej przetworów roślinnych, albo jedną lub więcej substancji roślinnych w połączeniu z jednym lub więcej przetworem roślinnym”. Taki produkt,  nazywany powszechnie lekiem roślinnym lub fitofarmaceutykiem (phytopharmakon, phyton = roślina, pharmakon = lek), którym posługuje się fitoterapia, jest produktem aktywnym i efektywnym przy wskazanym dawkowaniu, a jednocześnie bezpiecznym, standaryzowanym i trwałym. Produkt leczniczy roślinny wykonany jest zgodnie z zasadami dobrej praktyki produkcyjnej (GMP), czyli sporządzony z atestowanych surowców i półproduktów w odpowiednich warunkach przez wykwalifikowany personel. Do obrotu dopuszcza go Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Czym więc jest nowoczesna fitoterapia?

Podstawą racjonalnej fitoterapii, obok medycyny tradycyjnej, zweryfikowanej przez współczesną naukę, są: fitochemia, doświadczalna farmakologia i toksykologia roślin leczniczych oraz farmakologia kliniczna leku roślinnego. Uwolniona od irracjonalnych poglądów dotyczących działania i sposobów stosowania roślin leczniczych oraz od leków o niepotwierdzonych własnościach terapeutycznych, fitoterapia jest uznaną przez autorytety naukowe dziedziną lecznictwa.

Nowoczesny lek roślinny, którym posługuje się racjonalna fitoterapia, jest takim samym lekiem jak lek otrzymany na drodze syntezy chemicznej. Jeżeli odpowiada wszystkim wymaganiom stawianym nowoczesnemu lekowi roślinnemu, nie może być środkiem mniej skutecznym niż lek syntetyczny. W grupie leków roślinnych są środki silnie działające, jak np. preparaty zawierające alkaloidy lub glikozydy nasercowe, są też środki działające bardzo łagodnie, jak np. preparaty uspokajające z kozłka lekarskiego lub melisy. Środki łagodnie działające stanowią jednak większość wśród preparatów leczniczych pochodzenia roślinnego stosowanych we współczesnym lecznictwie.

Między stosowanym w racjonalnej fitoterapii lekiem roślinnym, a lekiem syntetycznym nie ma też działania antagonistycznego. Są schorzenia, w których lek syntetyczny może być stosowany jako lek podstawowy, a lek roślinny jako pomocniczy. Istnieją też schorzenia, gdzie może być odwrotnie. Często podaje się lek syntetyczny i roślinny naprzemiennie. Ochronne działanie leku roślinnego zmniejsza występowanie i natężenie objawów niepożądanych po leku syntetycznym. W leczeniu wielu schorzeń lek roślinny daje dobre rezultaty, szczególnie w leczeniu przewlekłych chorób.

Jakie powinowactwo łączy fitoterapię z farmakoterapią?

Fitoterapia to dział farmakoterapii. Stanowi integralną część medycyny akademickiej (konwencjonalnej). We współczesnej farmakoterapii nie ma żadnego znaczenia, czy stosowany w terapii produkt leczniczy jest pochodzenia roślinnego, czy też otrzymany został na drodze syntezy chemicznej.

Czy polskie przepisy regulują, kiedy producent może nazywać rośliny lecznicze, przetworzone lub nie, lekami, a kiedy suplementami diety?

Kiedy produkt ziołowy jest lekiem, a kiedy nim nie jest, jednoznacznie określa Prawo Farmaceutyczne. Jeżeli produkt leczniczy nie odpowiada wymaganiom określonym przez Prawo Farmaceutyczne, nie może być nazwany lekiem roślinnym (produktem leczniczym roślinnym).

Do sprzedaży na polskim rynku powinny trafić tylko te lecznicze preparaty roślinne, które zostały dopuszczone do obrotu przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych?

Na polskim rynku produktów ziołowych, nawet na rynku aptecznym, jest miejsce zarówno dla produktów leczniczych roślinnych, które zostały dopuszczone do obrotu przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, jak też dla innych prozdrowotnych produktów ziołowych, np. dla suplementów diety zawierających składniki roślinne. Jednak nie mogą być akceptowane prozdrowotne produkty ziołowe, którym przypisywane są cechy leków, czyli cechy, których nie posiadają.

Tymczasem „roślinne przetwory” bez zezwoleń sprzedaje się w sklepach spożywczych!

Nie jest problemem sprzedaż niektórych przetworów ziołowych w sklepach spożywczych. Jeżeli są produktami spożywczymi, a suplementy diety są właśnie takimi produktami, to jest sprawą oczywistą, że mogą też być sprzedawane na rynku produktów spożywczych.

Żaden z produktów ziołowych (przetworów roślinnych), który znalazł się na rynku bez dopuszczenia do obrotu przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, nie jest lekiem. Nawet wtedy, gdy produkt ten znajduje się na rynku aptecznym i przypisywane są mu wskazania lecznicze, chociaż jest to niezgodne z prawem.

Roślina lecznicza, gdy spełnia określone warunki,  może być sprzedawana pod postacią „produktu leczniczego” i może być zakwalifikowana jako „suplement diety”?

Pod względem prawnym suplementy diety i produkty lecznicze stanowią zupełnie różne kategorie, mimo że wytwarzane są w postaci kapsułek, pastylek, tabletek i innych podobnych (w postaci umożliwiającej dawkowanie). Suplementy diety nie są produktami leczniczymi!

Suplementy diety to żywność. W Polsce wprowadzanie suplementów diety na rynek reguluje ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Ustawa ta jest podstawowym aktem prawnym regulującym prawo żywnościowe, a w związku z tym, że suplementy diety podlegają prawu żywnościowemu, wszystkie ogólne wymagania jakościowe dla produktów spożywczych dotyczą też suplementów diety.

Europejski Komitet d/s Roślinnych Produktów Leczniczych wymaga, aby lek roślinny sprzedawany w UE podlegał standaryzacji. Podobno tego boją się niektórzy polscy producenci.

Dla dobra pacjentów każdy produkt leczniczy roślinny musi być wytworzony zgodnie z obowiązującym Prawem Farmaceutycznym. Nie znam żadnej firmy farmaceutycznej, która by się tego bała. Polski przemysł farmaceutyczny jest doskonale przygotowany do tego, by wytwarzać produkty lecznicze, nawet produkty lecznicze roślinne, zgodnie z wymaganiami Prawa Farmaceutycznego.

Ostatnie regulacje w UE dotyczące zielarstwa nie zostały dobrze przyjęte przez część producentów, którym zakazuje się umieszczania na opakowaniach informacji o działaniu leczniczym. Aby to umieścić, trzeba mieć uproszczone badania.

Dla większości producentów produktów leczniczych roślinnych regulacje UE nie są problemem. Przedsiębiorstwa farmaceutyczne doskonale sobie radzą ze stosowaniem w praktyce Prawa Farmaceutycznego. Prawo to jest rygorystyczne, ale z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjenta konieczne. Regulacje UE mogą być niewygodne jedynie dla przedsiębiorstw niefarmaceutycznych, dla przedsiębiorstw wytwarzających wyłącznie suplementy diety.

Przypisywanie cech leków suplementom diety nie może być jednak akceptowane. Innym celom służą leki, a innym suplementy diety. Nie może być akceptowane wprowadzanie w błąd konsumentów (pacjentów), którym  prezentuje się suplementy diety, czy też inne prozdrowotne produkty ziołowe w taki sposób, jak to się czyni w przypadku leków.

Czy status zielarstwa może poprawić wprowadzenie nauki o ziołach na studia medyczne? Walczy o to Sekcja Fitoterapii w Polskim Towarzystwie Lekarskim. Na Uniwersytecie Szczecińskim wprowadzono zielarstwo jako zajęcia fakultatywne, ale czy to wystarczy?

Sekcja Fitoterapii Polskiego Towarzystwa Lekarskiego od wielu już lat stara się, by wprowadzić specjalizację z zakresu fitoterapii. Jest to potrzebne. Mam nadzieję, że w najbliższych latach problem ten zostanie rozwiązany. Zajęcia z fitoterapii na studiach medycznych są konieczne. Każda forma kształcenia jest godna pochwały. Duże znaczenie mają studia podyplomowe z zielarstwa i ziołolecznictwa organizowane przez Uniwersytet Medyczny w Poznaniu. Obecnie realizowana jest już piąta edycja. Studia te cieszą się dużym zainteresowaniem lekarzy.

 Może do właściwej oceny ziół i szerszego stosowania ich w leczeniu  po prostu brakuje lekarzom wiedzy o roślinach leczniczych?

Z pewnością największym problemem jest pewne uprzedzenie niektórych lekarzy do produktów leczniczych roślinnych. Świetnie określił to kiedyś znakomity farmakolog, prof. Leonidas Samochowiec: „Zwolennicy leków syntetycznych nie mogą sobie wyobrazić, że leki roślinne mają rzeczywiście działanie terapeutyczne”.

Odkąd naukowcy zaczęli intensywnie badać rośliny, ich właściwości przerosły nasze oczekiwania, a często także tradycyjne wskazania. Przykładem tutaj jest współpraca badaczy z UAM i Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Poznańscy naukowcy odkryli, iż ziele glistnika jaskółcze ziele zalecane przez medycynę ludową na brodawki skóry, działa zabójczo także na endometriozę i komórki raka, jeżeli do ich leczenia użyje się  specjalnego ekstraktu z tej rośliny. Czy to jeszcze ziołolecznictwo, czy już medycyna wywodząca się z natury?

To dopiero początek dalekiej i kosztownej drogi. Jeżeli przyjrzymy się bliżej historii wprowadzenia do lecznictwa przeciwnowotworowego leku Paklitaksel, zrozumiemy, że to dopiero pierwszy krok, ale bardzo obiecujący.

W 1964 r. naukowcy w badaniach skreeningowych odkryli właściwości cytostatyczne ekstraktów otrzymanych z kory cisa krótkoigłowego (Taxus brevifolia), zwanego też cisem krótkolistnym lub amerykańskim. W 1969 r. z kory tej rośliny wyizolowany został diterpenowy pseudoalkaloid o nazwie paklitaksel. Mechanizm jego przeciwnowotworowego działania poznano w 1979 r., a w 1989 r. opublikowano pierwsze badania kliniczne świadczące o jego aktywności przeciwnowotworowej. Mimo, że już w 1964 r. odkryto właściwości cytostatyczne ekstraktów z kory cisa, dopiero w 1993 r. wprowadzono do lecznictwa pierwszy przeciwnowotworowy lek otrzymany z tego surowca.

Wyizolowanie z kory cisa zachodniego paklitakselu i wprowadzenie go do lecznictwa jako nowego leku o wysokiej aktywności przeciwnowotworowej, uważa się za początek nowej ery w badaniach nad lekiem pochodzenia roślinnego.

Zacytuję prof. Jerzego Woy-Wojciechowskiego: „Współcześnie zwiększa się zainteresowanie leczeniem za pomocą wyizolowanych z surowców roślinnych pojedynczych związków chemicznych lub ich kompleksów, podawanych niekiedy chemicznej modyfikacji dla poprawy parametrów farmakokinetycznych i farmakodynamicznych.”

Stosowane w lecznictwie metabolity roślinne w postaci czystych, jednorodnych związków chemicznych, mimo że otrzymane zostały z surowców roślinnych, nie są produktami leczniczymi roślinnymi, są to już chemiczne produkty lecznicze – tak mówi obowiązujące obecnie Prawo Farmaceutyczne. Współczesna definicja leku roślinnego różni się znacznie od starej definicji, kiedy lekiem roślinnym nazywano wszystkie środki farmaceutyczne, w skład których wchodziły zioła lub ich przetwory, niezależnie od tego, czy decydowały one o działaniu leku.

„Ziołolecznictwo – poradnik dla lekarzy” pod redakcją prof. A. Ożarowskiego, wydany co prawda w poprzednim wieku, został napisany przez wybitnych klinicystów i farmakologów tamtego okresu. Czy dzisiaj byłby potrzebny taki poradnik wzbogacony o nowe badania?

Z pewnością taki poradnik byłby dzisiaj potrzebny. Jednak kto to u nas zrobi? Istnieje na świecie wiele nowych podobnych dzieł, napisanych już w XXI w., jak na przykład: „Leitfaden Phytotherapie” napisane przez zespół specjalistów pod redakcją prof. Schilchera, czy też „Phytopharmakologie” napisane przez profesorów Dingermanna i Loewa. Niestety, żadne z nich nie zostało do tej pory przetłumaczone na język polski.

Jeden z polskich szpitali uruchamia oddział medycyny chińskiej, w którym będą leczyć specjaliści z Chin. Czy w polskim szpitalu oddział fitoterapeutyczny wykorzystujący lekarzy przeszkolonych w ziołolecznictwie miałby rację bytu?

Uważam to za rzecz normalną. W wielu krajach istnieją ośrodki stosujące tradycyjną medycynę chińską. Nie widzę w tym niczego nadzwyczajnego. Chińska medycyna tradycyjna,  która opiera się na wspaniałej tradycji liczącej kilka tysiącleci, jest na całym świecie akceptowana.

W Polsce racjonalna fitoterapia stosowana jest przez Bonifratrów, którzy dysponują własnymi przychodniami i szpitalami. Bonifraterska fitoterapia w odróżnieniu od ludowego, tradycyjnego ziołolecznictwa, jest farmakoterapią zgodną z obowiązującym prawem. Leczą lekarze, a leki sporządzają farmaceuci. Oby jak najwięcej lekarzy i farmaceutów korzystało z doświadczeń Bonifratrów.

fot. Piotr Jasiczek