Grzyby – pokarm i lek z zaświatów

18 września 2020

W wielu mitologiach i w folklorze grzybom przypisywano pochodzenie niezwykłe. Zjawiały się nagle, a nie miały nasion. Przynosił je deszcz, często wierzono, że rodzą się od uderzeń piorunów. Sam las był krainą zaświatową, pełną stworzeń dziwnych, duchów, leśnych bożków, nimf leśnych, nie zawsze przychylnych człowiekowi. Jednak pokarm niejako wyrwany z tak tajemnej przestrzeni musiał mieć wyjątkowe znaczenie. Mógł stać się drogocennym pożywieniem, lekiem, ale też trucizną.

 

Wśród słowiańskich wierzeń przeplecionych z chrześcijaństwem zachowała się opowieść o powstaniu grzybów, przypisująca je samemu Jezusowi, który chroniąc kawałki chleba przed zmarnowaniem, zamienił je w grzyby. Nie przez przypadek wierzono, że grzyby powstały z chleba zmieszanego ze śliną.

Choć dziś może nas to odstręczać, kiedyś tę ludzką (lub boską) wydzielinę traktowano jako twórczą pramaterię. Ze śliny bogów powstały światy i stworzenia. Leczono też śliną. W germańskiej mitologii powstanie grzybów przypisywano ślinie, z tym że chodziło o pianę z pyska wierzchowca Odyna, którą koń toczył podczas ucieczki przed wilkami. Syberyjskie wierzenia znów tłumaczą kropki na kapeluszach muchomorów jako pamiątkę po ich twórcy – bóstwie Vahiyinina.

Mykolatria, czyli oddawanie grzybom czci boskiej

Są społeczeństwa, które trzymają się z daleka od wszelkich grzybopodobnych tworów. Nie zbiera się tam grzybów, jada się ewentualnie hodowlane pieczarki. Z drugiej strony są kultury, w których grzyby są otaczane boską czcią. Zwykle jest to związane z gatunkami grzybów o działaniu narkotycznym i halucynogennym.

Już Aztekowie uważali, że spożywane podczas świąt grzyby to „teonanacatl” („ciało boga”). W Ameryce Środkowej odnaleziono kamienne grzyby o ludzkich twarzach, co naukowcy wiążą z kultem świętych grzybów. Natomiast w Ameryce Północnej Indianie rzeźbili figury z olbrzymich nadrzewnych pniaków lekarskich Fomitopsis officinalis, którym przypisywano nadprzyrodzone moce. Takie figury – strażnicy chroniły groby szamanów przed obcymi.

Świętym grzybem był tam także iwoporek anyżkowy Haploporus odorus, używany przez szamanów jako element ceremonialnych szat podczas uroczystości lub walki. Miał on zapewniać nadprzyrodzoną siłę, chronić jako talizman, a dym z owocników miał moc uzdrawiającą. Dymem z tlących się grzybów hubiaka pospolitego okadzano na Syberii żałobników i ciało zmarłego. Ainowie z japońskiej wyspy Hokkaido takim dymem przepędzali złe duchy.

W Polsce w Wielką Sobotę święty ogień przenoszono w tzw. hubach ogniowych, dymem okadzano domostwo i sad, by uchronić je przed pożarem, a konie okurzone kadzidłem miały nie chorować na zołzy. Na Huculszczyźnie taki dym miał zapewniać dzieciom odwagę. W niektórych regionach Polski święcona huba, wystawiona w oknie, miała chronić dom przed uderzeniem pioruna. Pewną pozostałością dawnych wierzeń są grzyby jako jedna z potraw wigilijnych.

Hubka i czapka

Dawniej nazywano grzyby „leśnym mięsem”. Dawały się suszyć i kisić, co w czasach, gdy znacznie trudniej było przechowywać żywność, pozwalało zaopatrzyć spiżarnie na nadchodzącą zimę. Grzyby wykorzystywano jednak w znacznie szerszym spektrum ludzkich działań. Z nadrzewnych grzybów (tzw. hub) produkowano hubkę, łatwopalny materiał, niezbędny do rozpalania ognia krzesiwem. Przy najstarszych szczątkach człowieka „Őtzi” (żyjącego przed ponad 5 tys. lat!), zachowanych w lodowcu alpejskim, odkryto szczątki owocników dwóch gatunków grzybów nadrzewnych: hubiaka pospolitego i białoporka brzozowego.

Hubkę stosowano do produkcji lontów, a same owocniki nadawały się do przenoszenie ognia na większe odległości oraz do podtrzymywania żaru w paleniskach. Wykorzystywali je też pszczelarze do podkurzania pszczół.

Z grzybów produkowano też… odzież. Z odpowiednio spreparowanego miąższu hubiaka pospolitego wyrabiano materiał, który przypominał zamsz i mógł być nawet nieprzemakalny, toteż świetnie nadawał się na kapelusze, czapki, rękawiczki, a nawet spodnie. Ponoć takie okrycia chroniły od ugryzień owadów i wchłaniały pot.

Z wielu gatunków grzybów pozyskiwano również naturalne barwniki, zwykle w odcieniach brązu, ale znawcy potrafili odszukać takie gatunki, że uzyskiwali barwnik żółty, czerwony, a nawet fioletowy. Owocniki żagwi łuskowatej i białoporka brzozowego używano do ostrzenia brzytew, a tego ostatniego również jako naturalny papier ścierny do polerowania metalu. Owocniki grzybów nadrzewnych wykorzystywano do przechowywania noży, by chronić metal przed rdzą. Z miąższu niektórych grzybów produkowano nawet uszczelki czy korki do butelek.

Grzyby w praktykach medycznych

W polskiej kulturze ludowej przede wszystkim używano grzybów jako trucizny. Do dziś nazwa muchomor przypomina, że wyrabiano z tego gatunku trutkę na muchy. Wierzono, że muchomorem można leczyć reumatyzm. W tym celu namaczano owocnik w denaturacie i nacierano nim ciało. Skuteczność takiego leczenia miały podnosić dodatkowe praktyki, jak namaczanie grzyba w moczu końskim, gdy chorym był mężczyzna lub kobylim, gdy chorowała kobieta.

Jeszcze lepiej ponoć działał muchomor, gdy zakopano go na dziewięć dni w końskim łajnie. Należało potem taką miksturę zjeść, stąd zapewne niewiele doniesień o efektywności tych zabiegów. Znacznie sensowniej brzmią doniesienia o leczeniu czyraków przykładaniem ciepłych kapeluszy borowikowych.

W kwestii leczenia grzybami bogatszy (a może lepiej zachowany) jest dorobek tradycyjnej medycyny chińskiej czy rosyjskiej. Dziś współczesna nauka coraz częściej potwierdza, że grzyby zawierają substancje, które mogą wspierać leczenie wielu chorób. Najbardziej chyba znany jest przypadek penicyliny, antybiotyku, otrzymywanego przy użyciu pleśni Penicillium (pędzlaka, rodzaju grzybów z rodziny Trichocomaceae). To właśnie grzybom zawdzięczamy pierwszy produkowany na skalę przemysłową antybiotyk, stosowany przy zwalczaniu bakteryjnych chorób zakaźnych. Już w połowie XX w. znano blisko 100 antybiotyków pochodzenia grzybowego.

Jednakże grzyby mają nam do zaoferowania nie tylko antybiotyki. Współcześnie coraz więcej się mówi o mykoterapii i wykorzystaniu grzybów prozdrowotnych.  Wrośniak różnobarwny Trametes versicolor ma zastosowanie w tradycyjnej medycynie chińskiej w postaci herbat i zup. Wspomina się coraz częściej o właściwościach immunostymulujących i przeciwnowotworowych wielu gatunków grzybów nadrzewnych. Za jeden z najstarszych grzybów leczniczych Euroazji uważany jest pniarek lekarski (modrzewnik lekarski; huba lekarska). Znali go starożytni Grecy i Rzymianie, stosując jako panaceum na wszelkie dolegliwości. Dziś jest w Polsce pod ochroną gatunkową.

Inny, wspomniany wcześniej grzyb – hubiak pospolity – nadawał się do opatrywania ran i tamowania krwawień. Ten żywy opatrunek kiedyś nosił nazwę Fungus chirurgorum. Wspominał o nim Hipokrates, zalecając go do kauteryzacji ran. Uważano też, że łagodzi bóle głowy, zębów, brzucha, a nawet bóle reumatyczne. Doceniali go również Chińczycy za właściwości regulujące trawienie i wzmacniające.

W Europie Środkowej i Wschodniej pewną sławą cieszy się czaga, czyli błyskoporek podkorowy Inonotus obliquus (włóknouszek ukośny, huba ukośna, czarna huba brzozowa lub guz brzozowy). Co ciekawe, grzyb ten pasożytuje na różnych drzewach, ale tylko sklerocje (czarne, spękane, guzowate twory) z pni brzóz służą do celów leczniczych.

Czaga służyła jako remedium na choroby przewodu pokarmowego, nadkwasotę, owrzodzenia żołądka i dwunastnicy, dolegliwości śledziony i wątroby. W latach 50. XX w. Ministerstwo Zdrowia ZSRR zatwierdziło instrukcje stosowania tego grzyba oraz zezwoliło na wprowadzenie na oficjalny rynek farmaceutyczny gotowych preparatów. Popularność czagi wykraczała poza granice Rosji – znani z jej stosowania byli zielarze z Puszczy Białowieskiej.

Coraz więcej mówi się o dobroczynnych właściwościach owocników popularnie zbieranych grzybów. Kurki (pieprznik jadalny) są lubiane przez grzybiarzy nie tylko ze względu na smak, ale i z tego powodu, że zwykle nie są robaczywe. Uważa się więc, że mogą się one przysłużyć w walce z pasożytami.  Zapewne świat grzybów, jak i mykoterapia mają nam jeszcze wiele do zaoferowania.

Tekst: Olga Tylińska

fot. Pixabay

Przeczytaj również: Mandragora, alrauna i marzenie o leku na wszystko

Dodaj komentarz