Ojca Klimuszki żywot niepospolity
6 października 2025
Każdy, kto zajmuje się fitoterapią, słyszał o tym niezwyczajnym zakonniku. A raczej o jego ziołach, mieszankach i naturalnym leczeniu. A ile wiemy o samym Klimuszce?
Najczęściej powtarza się, że Czesław Andrzej Klimuszko był zakonnikiem służącym Bogu i ludziom. Leczył ziołami i pozostawił po sobie kilka książek z recepturami mieszanek, z których korzysta się do dziś. Mniej osób wie, że potrafił ponoć odczytać z fotografii historię życia i choroby albo o jego darze jasnowidzenia. Jedni uważają go za świętego, inni… posądzali go nawet o okultyzm. O postaci ojca Klimuszki powstały już książki, a jego życie mogłoby się stać kanwą sensacyjnego filmu.
Andrzej Czesław Klimuszko urodził się w Nierośnie 23 sierpnia 1905 roku jako syn niezamożnych rolników. Dzieciństwo i okres szkolny spędzone na wsi wywarły wpływ na zainteresowania przyszłego ojca ziołolecznictwa. „Ciągnęło mnie do chmur, do lasu, do samotności” – podkreślał. Szkołę podstawową ukończył u ojców salezjanów. Mając lat 11 wyleczył ziołami koleżankę z drobnej przypadłości, kierując się intuicją. Twierdził, że już wtedy zaczął odczuwać od jednych roślin „prądy kojące, błogie, przyjemne, jakby pieszczące, od innych natomiast – jakieś drażniące, niemiłe, szarpiące organizm i nawet gaszące dobry nastrój psychiczny.” Później miało się okazać, że te pierwsze były lecznicze, drugie zaś trujące.
Dopiero w gimnazjum w Grodnie dostał do rąk pierwszy podręcznik zielarski. Niestety, ze względów finansowych, musiał naukę przerwać. Szansą na kontynuację edukacji stało się wstąpienie do zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych we Lwowie. Przyjął imię Andrzej. Ukończył gimnazjum we Lwowie. W 1926 złożył śluby wieczyste, a 6 maja 1934 w Krakowie przyjął święcenia kapłańskie. Studiował zarówno teologię, jak i filozofię. Swoje zainteresowania rozwijał zgodnie z franciszkańskim duchem umiłowania przyrody.
Klimuszko czerpał swoją wiedzę o ziołach nie tylko z przeczuć. Po latach napisze: „swoje wiadomości o potężnej mocy leczniczej ziół ugruntowałem na wieloletnich doświadczeniach i długich studiach. Przez 25 lat badałem i poznawałem drogą doświadczalną działanie ziół, owoców i roślin wyższych gatunków. Stosowałem je w praktyce w przypadkach beznadziejnych stanów chorobowych, kiedy lekarze opuścili ręce bezradnie. Stosowałem je najczęściej z pozytywnym skutkiem”.
Czas międzywojenny spędził w klasztorach franciszkańskich w: Gnieźnie, Wilnie, Łagiewnikach oraz w Warszawie. Uciekł z Warszawy do Kalisza, gdzie i tak, w 1940 roku został aresztowany, a później znajdował się pod dozorem policji. Twierdził, że to przebyty w czasie wojny wstrząs wyzwolił w nim nadnaturalne postrzeganie. Tak opisywał krótki pobyt w Wierzbicy, niemieckiej osadzie, położonej 19 km od Radomia: „wtargnął silny oddział hitlerowców w zamiarze ukarania mieszkańców za jakiś tam niedostateczny dla Trzeciej Rzeszy kontyngent drzew (…) Oprawcy po zmaltretowaniu fizycznie i moralnie niewinnych ludzi zabrali się do mnie. Chodziło im o ośmieszenie i poniżenie mojej osoby wobec ludzi. Oprowadzali mnie po rynku wśród szyderstw i brukowych inwektyw, fotografowali w asyście esesmanów z karabinami w rękach. Ale kiedy chcieli mnie zmusić do biegania po rynku, stanowczo się przeciwstawiłem. Nie mogłem, nie chciałem pozwolić na poniżenie mojej godności jako człowieka i jako Polaka. Opór mój doprowadził ich do wściekłości. Zostałem przez nich pobity i pokaleczony. (…) Świadomość doznanej krzywdy oraz widok wynaturzenia człowieka z trupią główką na czapce, cały ten splot wypadków wywołał w mojej jaźni silny wstrząs, który z kolei wyzwolił we mnie drzemiące nieznane siły psychiczne, poruszył jakiś mechanizm w ośrodkach mózgu, obudził nadświadomość, dzięki której zacząłem przenikać psychofizyczną strukturę człowieka”.
Po wojnie trafił jako proboszcz do Prabutów, gdzie zaczął się udzielać jako zielarz i wizjoner. Potrafił ponoć odczytać los zaginionych w czasie wojny ludzi ze zdjęć. Tłumy pielgrzymów, zjeżdżające się do skromnej parafii, wzbudziły zainteresowanie władz jego osobą. Był to czas, gdy Urząd Bezpieczeństwa w tajemnicy przygotowywał akcję przeciwko niebezpiecznym, dla budującego się systemu, duchownych. Klimuszko uciekł z Prabutów… w przebraniu kobiety. Tak znalazł się w małym klasztorze franciszkańskim w Lubomierzu. Od 1948 roku został zmuszony do ukrywania się w domach zakonnych pod zmienioną tożsamością. Zbyt interesowały się nim władze państwowe, ale i zwykli ludzie, szukający pomocy.
We wrześniu 1961 roku osiadł ostatecznie w klasztorze franciszkańskim w Elblągu. Klimuszko spędził tam bardzo pracowity okres. Przyjmował osoby potrzebujące i odpisywał listownie na dziesiątki próśb o pomoc. Napisał kilka książek: Ziołolecznictwo, Wróćmy do ziół i Moje widzenie świata. Nawoływał o poszanowanie praw natury. Podkreślał dobroczynny wpływ przyrody na ludzkie zdrowie. Uważał, że rozliczne problemy zdrowotne ludzi są następstwem odejścia od natury. Książki, pisane w latach 70. cieszyły się wielką popularnością. Drukowano je pokątnie i sprzedawano bez zgody wydawcy i właściciela praw autorskich w całej Polsce. Klimuszko zmarł 25 sierpnia 1980 roku.
Sporo kontrowersji wzbudza do dziś jego dar jasnowidzenia, odnajdowania ludzi, jednak sam Klimuszko niechętnie się odnosił do tej sławy: „Przedmiotem moich możliwości i praktyk jest tylko człowiek, jego przeżycia, częściowo jego losy oraz stan zdrowia”. Radził mieszkać w domach z naturalnych materiałów, nosić ubrania z naturalnych włókien, zalecał spacery w lesie i kontakt z drzewami. Wśród jego porad są: zabiegi wodolecznicze, kąpiele, nacierania, hartowanie, codzienna gimnastyka i kontakt z przyrodą, higiena psychiczna. Wszystko to brzmi bardzo znajomo? Pamiętajmy jednak, że zalecenia te przekazywał kilkadziesiąt lat temu.
„Szukajmy kontaktu z żywą przyrodą, a znajdziemy w niej radość życia, jej tchnienie przynosi nam energię i tężyznę naszemu ciału. Przyroda nas żywi, uczy, leczy, koi, kocha i raduje”. O. Klimuszko
„W ryku maszyn człowiek oraz labiryncie kombinacji wszelkich cudów technicznych człowiek współczesny całkowicie się zagubił. Zatracił swoje wewnętrzne ja, pogmatwał harmonię swego ducha, okaleczył swoja osobowość.” O. Klimuszko
„Nie jestem ani uzdrawiaczem, ani cudotwórcą, ani nieomylnym. Chciałbym tylko przynajmniej odrobinę mojej zdobytej wiedzy i doświadczenia przekazać ludziom oraz przedstawić to ogromne bogactwo, jakie nam daje żywa przyroda dla ludzkiego zdrowia”. O. Klimuszko
Tekst: Olga Tylińska
fot. Pixabay
przeczytaj również: Nieco pikantne dzieje damiany



