Śladem śluzów prawoślazu

5 lutego 2026

Trudno o inną, tak wielce użyteczną roślinę, która nie tylko służyłaby wzmacnianiu sił człowieka, ale również – umiejętnie przygotowana – także jego odżywieniu. Co więcej, praktycznie wszystkie jej części mogą być wykorzystane z korzyścią dla nas, więc nieomal nic się nie marnuje. Mowa o prawoślazie lekarskim – Althaea officinalis.

Czasami pokazując prawoślazy w ogrodach ziołowych, spotykam się z tonem głosu słuchaczy sugerującym, że liczyli na coś… bardziej spektakularnego. Faktycznie, pomijając znaczne rozmiary (1,5-2,0 m), nie są zbyt dekoracyjne – na grubym pędzie znajdują się zielono-szare, miękkie liście, a gdzieniegdzie występują biało-różowe, raczej niewielkie kwiaty. Spotykam się z opiniami, iż malwy, a nawet dzikie ślazy są znacznie ładniejsze – należy jednak pamiętać, iż wygląd nie idzie w parze z właściwościami leczniczymi. A na tych poznali się już w starożytności.

Grek Dioskurydes określa prawoślaz mianem althaia, co wywodzi się od althaiein – uzdrawiać, przywracać do zdrowia oraz althos – lek, co dowodzi już wtedy mocnej roli prawoślazu w dawnym helladzkim lecznictwie. Znano jego właściwości „zagęszczające” płyny: takie gorące odwary w wodzie lub winie stosowano na rany, siniaki, stany zapalne i spięte kończyny. Przyjmowany wewnętrznie ma łagodzić bóle bioder, objawy przepukliny oraz bóle zębów. Z kolei jego nasiona zmieszane z octem i wystawione na światło mają łagodzić ciężkie choroby skóry, natomiast w kompozycjach ze szczawikiem zajęczym chronią przed ukąszeniami wszystkiego co żyje: od pszczół po jadowite bestie.

Pliniusz Starszy postrzegał prawoślaz bardziej jako środek moczopędny, choć i on dostrzegał jego wspaniałe właściwości rozpędzające wrzody, guzy oraz wszelakie zgrubienia skórne. Dodawał jednak, iż dzięki zdolności do rozpędzania flegmiastych humorów, może łagodzić ataki melancholii i złości – w tym celu zalecał odwary lub świeże soki z korzenia w dawce będącej odpowiednikiem dzisiejszej połowy szklanki. Ten sam sok chętnie podawano rodzącym, zwłaszcza pierworódkom, aby szybciej i sprawniej urodziły, bez żadnych komplikacji.

Średniowieczne zielniki salernitańskie w zasadzie powtarzają starożytne zalecenia – prawoślaz wykorzystywano w wielu schorzeniach, zwłaszcza układu pokarmowego i oddechowego, dostrzegając jednak wybitne walory łagodzące schorzenia skórne – gęstą masę powstałą z wygotowania korzeni z wodą nakładano na ropnie, aby szybciej się uformowały i zagoiły, a nasiona wygotowywano w oleju, którym nacierano głowę przy intensywnym łupieżu.

Święta Hildegarda z Bingen podkreślała walory przeciwgorączkowe korzeni prawoślazu – w tym celu zalecała nastoje na occie wypijane na czczo rano oraz wieczorem. Z kolei okłady na czoło z szałwii, prawoślazu i oliwy miały być skuteczne przy dotkliwych bólach głowy, natomiast maść prawoślazowo-wrotyczowa na świeżym sowim tłuszczu miała niezawodnie leczyć porażenia i reumatyzmy.

Szymon Syreński w swoim Herbarzu (1613) opisuje prawoślaz jako ślaz wysoki zaznaczając, iż występuje jego kilka różnych rodzajów. Korzenie prawoślazowe miałyby być zbierane w sierpniu i we wrześniu, natomiast wszelakie nadziemne surowce już w lipcu. Jak możemy przeczytać: boleści uśmierza, przymioty ogniste wyciąga, zwarza i trawi. Już w ówczesnych aptekach można było zamówić maści prawoślazowe, które nosiły nazwę dialtea – te o prostym składzie służyły do rozmiękczenia i nawilżenia zgrubień, z kolei bardziej złożone – z licznymi sokami i żywicami, zalecano przy bólach piersi i wszelkich chorobach, gdzie było potrzebne rozgrzanie, a zarazem i zmiękczenie.

Amatorzy bardziej stałych preparatów, w tych samych aptekach (ale tylko porządnych i dostatnich) mogli zlecić wykonanie kołaczek, czyli przodków cukierków ślazowych na bazie gęstego śluzu z korzeni oraz cukru, które mają być bardzo użyteczne subtelnym a ostrym z głowy spadkom.

Zgodnie z najnowszymi wytycznymi Farmakopei Europejskiej 11.2, oficjalnymi surowcami zielarskimi z prawoślazu lekarskiego są korzenie (Radix Althaeae) oraz liście (Folium Althaeae). Korzenie mogą mieć barwę szarobrązową oraz białą – jaśniejsze wskazują na dodatkowe oczyszczenie poprzez pozbawienie zewnętrznej warstwy, co w żaden sposób nie wpływa na pogorszenie ich właściwości leczniczych. Liście – zwłaszcza pokruszone i mielone – powinny mieć charakterystyczną, szarozieloną barwę, co wynika z ich gęstego pokrycia białawymi włoskami. Obydwa surowce mają wyznaczony wskaźnik pęcznienia, czyli wartość (domyślnie wyrażoną w mililitrach) jak obszernie zioła spęczniały w wodzie po czterech godzinach przy czym również uwzględnia się również pojawiający się śluz.

Dla korzeni prawoślazu norma wynosi więcej niż 10, z kolei dla liści jest to aż 12, co oznacza, iż liście mają nieco większy potencjał powlekający i zagęszczający. Nowe zalecenia dla zbieraczy ziół stoją w kontrze do zaleceń Syreniusza – nakazują zbiór korzeni późną jesienią z roślin nie młodszych niż dwa lata, gdyż wówczas mają najwięcej związków czynnych oraz substancji śluzowych. Nie ma wyraźnych norm w tym zakresie dla liści, choć powszechnie uznaje się, iż powinny być relatywnie młode, a przynajmniej nie przebarwione, jak i pozbawione uszkodzeń pochodzących z działalności insektów.

Rozważając fitochemię korzeni prawoślazu, pierwszeństwo musi oddać poli- i oligosacharydom, które są bardzo łatwo wytrawialne wodą (niekiedy z niewielką domieszką etanolu lub gliceryny) – tych jest od 6% aż do 12%. Poszczególnych substancji i ich grup jest nader wielka ilość, aczkolwiek należy zaznaczyć dla nieco bardziej obeznanych czytelników obecność kwaśnych arabinogalaktanów.

Części podziemne doskonale przetwarzają się na nieco bardziej gęste i lepkie formy dzięki pektynom (do 12%), jak i obficie występującej skrobi (do 35%), której obecność w preparatach nie zawsze jest pożądana (sprawa mocno dyskusyjna). Substancje niewęglowodanowe występują raczej skąpo – ułamkowe części procenta to flawonoidy, kwasy fenolowe oraz – co warte zaznaczenia w ramach ciekawostki – także rozkurczające kumaryny, głównie skopoletyna. Fitochemia liści jest dla nas bardziej tajemnicza, ale ogólna zawartość śluzu wydaje się podobna, ponadto odnotowuje się znacznie więcej flawonoidów oraz obecność (0,2%) olejku eterycznego.

Współcześnie – w odróżnieniu od starożytnych i średniowiecznych medyków – postrzegamy prawoślaz dość wąsko, co wcale nie wyklucza innych zastosowań, lecz ceduje sztywne normy na bark na naszej kreatywności. Gęsty, powlekający, nawilżający i chroniący przed podrażniającymi bodźcami śluz prawoślazowy działa tak, gdyż budujące go glikany mogą reagować (a nawet budować) z komórkami błony śluzowej, dzięki czemu następuje wzrost aktywności fizjologicznej białek komórkowych, a tym samym ich wydajniejsza praca. Zaobserwowano, iż dzięki poprawie wydolności układu oddechowego, osłabiają się krótkoterminowe stany patologiczne, skutkujące gromadzeniem się śluzu, jego zwiększoną gęstością, czy wręcz stanami „zatykania”.

Gęsta maź prawoślazowa zawiera w sobie wspomniane arabinogalaktany oraz galakturoramnany, wykazujące korzystny wpływ na komórki ludzkiego układu odpornościowego, zwłaszcza te zdolne do fagocytozy. Oznacza to, iż z naszego organizmu są efektywniej neutralizowane i usuwane wszelakie drobnoustroje, a zatem formalnie następuje polepszenie pracy układu odpornościowego. Śluz prawoślazowy w teorii wykazuje również działanie hipoglikemiczne (przeciwcukrzycowe), ale nie należy zapominać, iż w korzeniach występuje sacharoza i glukoza, niekiedy bardzo obficie (zimą nawet do 20%)!

Preparaty prawoślazowe działają łagodnie, miejscowo i efektywnie w łagodzeniu ataków suchego (nieproduktywnego) kaszlu, głównie poprzez łagodzenie podrażnień indukujących jego powstawanie. Dłuższe terapie przetworami wodnymi dobrze sprawdzają się przy łagodnych stanach zapalnych błony śluzowej żołądka oraz chorobach wrzodowych układu pokarmowego. Zimne maceraty oraz gorące okłady są chętnie stosowane przy oparzeniach, stłuczeniach, siniakach, a nawet czyrakach. Z racji bardzo delikatnego działania opartego raczej na zjawiskach fizycznych, odpowiednio przygotowany prawoślaz może być podawany dzieciom od 1. roku życia – najodpowiedniejszą formą ze względu na smak jest syrop prawoślazowy (Sirupus Althaeae).

Wykonanie syropu nie jest wcale łatwe i wymaga szeregu czynności oraz kilku kuchennych sprzętów, ale efekty powinny być ponadprzeciętne! Kawałeczki suszonego korzenia prawoślazu (25 g) przepłukuje się krótko na sicie, aby usunąć resztki skrobi i przekłada do zamykanego słoika. Dodaje się dwie łyżki spirytusu, a po kilkunastu minutach wlewa pół litra przegotowanej wody o temperaturze pokojowej – słoikiem nie wstrząsa się, tylko dobrze zamyka i odstawia na trzy godziny. Po tym czasie przez dość rzadką gazę do większego garnka przecedza się płyn i zamienia w syrop – do tego jest potrzebny aż kilogram cukru. Rozpuszcza się na zimno tyle, na ile jest to możliwe, a następnie lekko podgrzewa – gotować można najwyżej przez minutę! Teoretycznie można go zakonserwować, ale dobrze wykonany tego nie wymaga. Syrop należy rozlać się do czystych słoików lub butelek i zużywa w czasie jednego sezonu jesienno-zimowego.

 

Tekst: mgr inż. Bartłomiej Byczkiewicz

fot: Pixabay

Przeczytaj również: Łopian – chwast o wielkiej mocy

Miodunka w ogrodzie i w domowej apteczce

Dodaj komentarz