Na chłodne dni: goździki!

7 listopada 2021

Goździkowiec korzenny jest wiecznie zielonym drzewem z rodziny mirtowatych, dorastającym do 12 m wysokości. Roślina dojrzewa bardzo powoli, bo ok. 20 lat, i owocuje przez kolejne 50 lat.  Najcenniejszym jej darem są różowe pąki, zbierane na krótko przed kwitnieniem, a następnie suszone na słońcu, aż do uzyskania brązowej barwy. Tak właśnie powstają goździki –  ważny surowiec leczniczy i przyprawowy.

Suszone pączki kwiatowe goździkowca korzennego przypominają kształtem miniaturowe gwoździe, i od nich można wywodzić ich nazwę. Zanim goździki podbiły serca Europejczyków, od stuleci były znane i cenione w Chinach jako skuteczny środek odświeżający oddech. Podobno każdy, kto liczył na przychylność cesarzy z dynastii Han, zwracał się do nich, żując goździki.

W II w. przyprawa trafiła już do Rzymu i Aleksandrii. Kilka wieków później, za pośrednictwem monopolu arabskich kupców, znano ją na większości obszaru śródziemnomorskiego. Jak to jednak z cennymi przyprawami bywało, handlarze w ścisłej tajemnicy trzymali miejsce swego zaopatrzenia. Do XII w. goździki zawojowały Europę, ale wciąż nie wiedziano, skąd pochodzą,  pewna była natomiast ich wartość. Podobno tuż po założeniu przez Konstantyna Wielkiego nowej stolicy cesarstwa – Konstantynopola, władca, pragnąc zyskać względy papieża, wysłał do Rzymu cenny dar – kilkadziesiąt kilogramów goździków umieszczonych w kunsztownych naczyniach.

W Europie doceniano nie tylko wspaniały aromat pączków goździkowca, lecz także ich właściwości antyseptyczne, które wobec potęgi średniowiecznych chorób zakaźnych nabrały niemal magicznych mocy i miały chronić zarówno przed zarazą, jak i złymi duchami. Okazało się także, że goździki przynoszą ulgę w przypadku bólu zęba, co wpłynęło na pewno na ich sławę jako leku na różne przypadłości.

Wraz z dotarciem Portugalczyków do Indii korzenne skarby nie były już legendarnym dobrem, lecz konkretnym towarem, o który zażarty bój toczyły rożne nacje. Monopol przejmowali kolejno Portugalczycy, Anglicy i Holendrzy. Tych ostatnich przechytrzył w XVIII w. Francuz Pierre Poivre, który przebrany za zagubionego podróżnika przemycił z Moluków sadzonki drzew goździkowych. Na Mauritiusie przyjęły się nieliczne drzewka, ale Zanzibar, Pemba i Madagaskar okazały się idealnym miejscem. Sułtan Zanzibaru dodatkowo przyczynił się do sukcesu, każąc uprawiać drzewo goździkowe każdemu, kto posiada ziemię. Tanzania (dawn. Zanzibar) jest do dziś wiodącym eksporterem goździków.

Co nadaje goździkom moc? Przede wszystkim olejek goździkowy, którego najważniejszym składnikiem jest aromatyczny alkohol eugenol. Dzięki temu m.in. przyprawa ma intensywny korzenny zapach i ostry, palący smak.

Jako środek leczniczy stosuje się najczęściej właśnie olejek goździkowy, który jest antyseptykiem i środkiem przeciwbólowym. Może być pomocny w reumatyzmie, artretyzmie i w infekcjach dróg oddechowych. Działa ponadto odkażająco, rozkurczowo, pobudzająco i rozgrzewająco. Używany jest także do płukania jamy ustnej i gardła w stanach zapalnych. Stosowany zewnętrznie, działa znieczulająco na zęby i dziąsła. Ze względu na przyjemny aromat, jest wykorzystywany w przemyśle perfumeryjnym i kosmetycznym.

W tradycji kulinarnej goździki używane są zazwyczaj do kompotów, alkoholi, konfitur, słodyczy i wypieków, a także marynat, potraw i przetworów mięsnych.

Popularne jest przyrządzanie pieczonej szynki „nabijanej” goździkami. Można nimi przyprawiać nadzienia do ciast, sosy, grzyby, pieczenie (szczególnie świąteczne). W oryginalnych przepisach na włoskie potrawy z makaronu pojawiają się od czasu do czasu goździki, także w parze ze szczyptą cynamonu.  Doskonale pasują do czerwonej kapusty, są też niezastąpione przy wypieku pierników, a także jako dodatek do grzanego piwa i wina. W ojczyźnie goździków – Indonezji – stosuje się je rzadziej w kuchni, a częściej do produkcji papierosów, po wymieszaniu z tytoniem.

 

GRZANE WINO Z SOKIEM MALINOWYM

 

Składniki:

2 szklanki czerwonego półwytrawnego wina

4 łyżki soku malinowego

6 goździków

szczypta cynamonu lub kawałek laski cynamonu

1 ziarno kardamonu

2 gwiazdki anyżu

kawałek świeżego imbiru (2 cm)

1 pomarańcza

 

Przygotowanie:

Pomarańczę wyszorować, pokroić na plastry. Zostawić 2 do udekorowania. Do garnuszka wlać wino, dodać sok malinowy, plasterki pomarańczy oraz przyprawy i podgrzewać na małym ogniu, co jakiś czas mieszając, nie doprowadzając do wrzenia. Można dosłodzić cukrem lub miodem wg uznania. Przecedzić napój do kubków lub szklanek i udekorować plasterkami pomarańczy.

Tekst: oprac. red.

Fot. Pixabay

Przeczytaj również: Przyprawy korzenne

O mój rozmarynie…

Dodaj komentarz